Sąd przywrócił p. Magdzie właściwe oznaczenie płci - relacja z ogłoszenia wyroku

Magdalena odzyskała płeć prawną po 2 latach, ale hormony i operacje zdążyły już odebrać jej płodność i czucie seksualne. „Tranzycja zniszczyła mi życie” – ostrzega, a dzieciom sprzedaje się to samo kłamstwo w książeczkach z obrazkami.

Przegląd

Po dwuletniej batalii sądowej Magdalena odzyskała w Świdnicy prawne oznaczenie płci żeńskiej, kończąc paraliż życia pod męskim oznaczeniem. Opowiada, jak tranzycja medyczna, reklamowana jako wyzwolenie, odebrała jej płodność, czucie seksualne i lata normalnego życia, i ostrzega, że dziś dzieci są wciągane na tę samą nieodwracalną ścieżkę przez szkolną propagandę i zaufanych lekarzy.

Pełne podsumowanie wideo

Magdalena, główna bohaterka filmu, opisuje siebie jako osobę, która żyła „w próżni”, gdy jej dokumenty prawne wciąż nosiły męskie oznaczenie. Dziękuje Departamentowi Sprawiedliwości USA za to, że kiedyś przywrócił jej pierwotne dane urodzeniowe, ale podkreśla, że przeciągająca się polska sprawa sądowa zawiesiła jej życie na ponad dwa lata. Mówiąc tuż po ogłoszeniu wyroku przez Sąd Okręgowy w Świdnicy, mówi, że czuje ulgę, iż sędzia „nie przeciągał sprawy” i że może teraz podpisywać umowy, głosować, wychodzić za mąż i „wrócić do normalnego życia” bez wstydu związanego z okazywaniem dowodu, który przeczy jej poczuciu siebie. Wspominając przeszłość, Magdalena opowiada, że kiedyś wierzyła, iż tranzycja rozwiąże jej problemy, ale teraz nazywa ją decyzją, która „zrujnowała mi życie”. Mówi, że żyła „w stanie wegetatywnym”, odizolowana w sieci i zbyt zawstydzona, by szukać pomocy, a wycofanie się z tożsamości trans było niezwykle trudne. „Nigdy nie chciałabym wracać do tej koszuli”, zapewnia, dodając, że nieodwracalne szkody medyczne oraz utrata płodności i czucia seksualnego pozostawiły ją z trwałym żalem. Swoją pierwotną podatność przypisuje problemom rodzinnym, dawnemu gwałtowi oraz potrzebie uwagi i przynależności — czynnikom, które jej zdaniem są często błędnie odczytywane jako dysforia płciowa. Magdalena ostrzega, że tranzycja jest dziś reklamowana jako „wyzwalająca” i „normalna”, nawet małym dzieciom za pośrednictwem książeczek z obrazkami i programów szkolnych. Twierdzi, że taka propaganda, wzmacniana przez zaufane autorytety medyczne, wciąga młodych ludzi, którzy w innym razie mogliby dorosnąć do szczęśliwego dorosłego życia. Namawia rodziców, by kontrolowali korzystanie z internetu, dołączali do sceptycznych grup wsparcia i uważali na organizacje, które udają pomoc, a w rzeczywistości popychają do tranzycji. „Gdyby nie mieli kontaktu z tymi treściami, nigdy nie chcieliby tak zwanej tranzycji”, mówi, podkreślając, że wielu detransitorów wstydzi się publicznie przyznać do żalu. Narrator Fundacji Pro kończy reportaż, zwracając uwagę na paradoks: sądy często szybko orzekają zmianę płci, a do potwierdzenia pierwotnej płci Magdaleny potrzebowały trzech biegłych pozwanych i dwóch lat. Gdy jej oznaczenie płci w dokumentach zostało przywrócone, Magdalena może teraz wymienić wszystkie dokumenty — dowód, paszport, dyplomy — na takie, które znów wskazują ją jako kobietę. Narrator przedstawia wyrok jako koniec bolesnego rozdziału i moment, w którym Magdalena może wreszcie zostawić za sobą to, co nazywa „tą niefortunną zmianą, która wcale nie była potrzebna”.